Zamknij
 
 

Gazele są pewne, że będzie GIT

Jacek Kowalczyk

„Gazelowy Indeks Tendencji" (GIT) pokazuje, że najgorsze już za nami

Przyszłość rysuje się w cieplejszych barwach. Wśród firm optymistów jest więcej niż pesymistów - wynika z badania „PB".

Najgorsze mamy już za sobą, teraz może być już tylko lepiej - taki optymistyczny wniosek płynie z badania przeprowadzonego przez „Puls Biznesu". Przepytaliśmy Gazele Biznesu - grono najdynamiczniej rozwijających się firmy - jak widzą obecny kryzys i jakie decyzje biznesowe zamierzają w obecnych warunkach podejmować. Euforii nie ma, ale jedno jest pewne - przedsiębiorcy nie pogrążyli się w pesymizmie i wiedzą, jak radzić sobie z kryzysem.

Odbicie nadchodzi

Podstawowe pytanie w ankiecie wypełnianej przez Gazele dotyczyło oceny sytuacji w firmie - bieżącej oraz oczekiwanej w najbliższych sześciu miesiącach. Nie da się ukryć, że obecną kondycję swoich przedsiębiorstw oceniamy źle. Odsetek opinii negatywnych jest ponad dwukrotnie wyższy od odsetka deklaracji pozytywnych - pogorszenie sygnalizuje 37 proc. badanych, a poprawę zaledwie 14 proc. (saldo odpowiedzi - deklaracje poprawy pomniejszone o deklaracje oznaczające pogorszenie - jest więc ujemne i wynosi -23 pkt).

- Od listopada ubiegłego roku można było obserwować sygnały słabnącej koniunktury, co zrodziło zdecydowane zmniejszenie popytu wewnętrznego w grudniu i styczniu. W kolejnych miesiącach te złe informacje zostały potwierdzone, przez co musieliśmy dostosować swoją skalę produkcji i zatrudnienia do słabnącego popytu - tłumaczy Robert Klaudel, dyrektor zarządzający firmy meblarskiej Restol.

Ale już pytanie o przyszłość firmy wywołuje w przedsiębiorcach znacznie bardziej pozytywne emocje. Tu optymiści tworzą znacznie liczniejszą grupę niż pesymiści. 27 proc. Gazel jest zdania, że sytuacja ich firmy poprawi się, a 51 proc. nie spodziewa się zmiany sytuacji. Zaledwie 22 proc. przedsiębiorców obawia się dalszego pogorszenia kondycji ich firm - saldo wynosi więc +5 pkt.

Znamienny jest też fakt, że firmy z większym optymizmem patrzą na wszystkie pytane przez nas obszary - od kwestii pracowniczych, przez popyt, po konkurencję cenową.

- Ożywienie się zbliża, ale musimy jeszcze na nie zaczekać. Sądzę, że najbliższe miesiące przyniosą dalsze pogorszenie sytuacji gospodarczej. Na szczęście to powinno być już twardym dnem kryzysu. Pod koniec roku spodziewam się lekkiego odbicia, po którym koniunktura znowu powoli zacznie się nakręcać - komentuje Marek Zuber, główny ekonomista Dexus Partners.

Zachować czujność

Do firm wraca optymizm, ponieważ po wstrząsie, jakim pod koniec ubiegłego roku był światowy kryzys na rynkach finansowych, wreszcie do gospodarki wraca stabilizacja. Przedsiębiorcy poznali wroga i dla wielu z nich okazał się nie taki straszny, jak go malują.

- W naszej branży (doradztwo personalne) widzimy już wyraźną poprawa, choć trudno powiedzieć, czy są to sygnały gruntownej zmiany koniunktury. Nie ulega jednak wątpliwości, że przedsiębiorcy mają jaśniejszy obraz kryzysu i stają się coraz odważniejsi w swoich decyzjach - twierdzi Maurice Delbar, prezes firmy Start People.

Gazele często podkreślają, że mają za sobą kilka lat dobrej koniunktury, więc na kryzys przygotowane są, jak nigdy dotąd.

- Działamy w branżach możno uzależnionych od inwestycji - sprzedaż hal i urządzeń oraz usługi spawalnicze. Dlatego do cykli koniunkturalnych jesteśmy przyzwyczajeni. Co prawda, obecny kryzys jest dużo głębszy niż poprzednie, ale wchodzimy w niego na silnych nogach i bez kredytów - dzięki temu skupiamy się na zwiększaniu efektywności. Nie musimy się obawiać o przyszłość - zapewnia Bartosz Ptach, wiceprezes Idal UMDS i członek zarządu Przedsiębiorstwa IDAL.

Według szefów firm, należy jednak cały czas zachować wzmożoną ostrożność i być przygotowanym na najgorsze.

- Należy zdecydowanie przystosować swoje koszty do obniżonego popytu i bardzo elastycznie układać budżety. Lepiej zakładać na najbliższe kwartały niską prognozę sprzedaży niż jej wzrost - radzi Robet Klaudel.